R: Więc, gdy przestałam reagować, pokazał mi się Liam w białym garniturze ze skrzydłami - wtedy zaczęłam płakać... Zaczął do mnie mówić: "Rose. Nie płacz, bo nie warto. Chcę, abyś była szczęśliwa z Niall'em. Wiem, jak cierpisz - jak wszyscy cierpicie, ale nic na to nie poradzimy. Przepraszam, że powiedziałem Ci o mojej chorobie 2 dni przed moją śmiercią, ale nie mogłem Ci tego powiedzieć... Bałem się tego, że będziesz mogła sobie coś zrobić, ale słuchałaś moich rad i nic sobie nie zrobiłaś. Wiesz... Ja kazałem powiedzieć Niall'owi w tamtej chwili: "Przestaniesz płakać moja księżniczko?". Pamiętasz, że ja jestem Twoim aniołem stróżem? Każdego z was? Teraz już wiesz. Jak słyszysz jakiś głos, a nikogo wokół Ciebie nie ma, albo nikt nie rozmawia z Tobą, to wtedy słyszysz mnie... Słuchaj. To wszystko, co teraz do Ciebie mówię, to że mnie widzisz nie jest złudzeniem optycznym, tylko jestem naprawdę! Zrozum, że Cię kocham! Niall chce spełnić moją ostatnią wolę i mam nadzieję, że to wypełni. Pamiętaj, że ja będę na każde Twoje zawołanie!" i tak po prostu jakby znikł, albo odleciał. Nie wierzę, że takie rzeczy się zdarzają. Bardzo kocham Liam'a, kocham Was wszystkich!
Przytuliłam się do chłopców, płacząc. Znowu próbowali mnie uspokajać, lecz nie wychodziło im to, bo to skończyło się dosłownie 10 minut temu. Dosłownie pomoczyłam któremuś z chłopców koszulkę, ale czułam, że to był Harry, bo jego loczki dotykały mojego policzka. Na całym ramieniu miał "kałużę" łez. Głaskał mnie po głowie, a ja nadal płakałam. W pomieszczeniu zrobiło się cicho, że było słychać, jak pada deszcz. Oderwałam szybko głowę od Harry'ego i pobiegłam do łazienki. Zamknęłam się na klucz. Zaraz za mną przybiegli chłopcy, waląc mi w drzwi. Usiadłam na brzegu wanny. W ręku trzymałam zdjęcie moje i Liam'a. Usłyszałam czyiś głos, a przede mną nagle wylądował w białym garniturze ze skrzydłami Liam. Gdy go ujrzałam, przestraszyłam się i upóściłam zdjęcie. Szklana ramka się stukła, a ja wpadłam do wanny. Wychyliłam lekko głowę i byłam zdziwiona, że to nie sen, ale musiałam się uderzyć w głowę, bo zaczęłam pleć jakieś bzdury.
R: Liam! Ty żyjesz! Dlaczego ty jesteś tu? Przecież Cię jutro pochowają... Chyba, że uciekłeś im! Uciekłeś?!
Li: Rose, co ty wygadujesz? Ja jestem Twoim aniołem stróżem, nie pamiętasz?
Siedziałam po turecku w wannie z głupkowatym uśmieszkiem. Nagle z półki spadła żyletka. Podniosłam ją i popatrzyłam na nią, a zaraz na anioła.
Li: Jeśli to zrobisz, ja tu nigdy nie wrócę... Chcesz tego, kochanie?
R: Nie, Liam. Nie chcę tego. Ale czuję, jakby mnie coś tam do góry przyciągało. Ale tego nie zrobię, nie mogę. Rzuciłam żyletką o ścianę, po czym wpadła za szafkę.
Li: Cieszę się, że tego nie zrobiłaś.
Wciąż siedząc po turecku zaczęły płynąć mi łzy. Spuściłam głowę w dół, by Liam nie musiał patrzeć. Do drzwi dobijali się chłopcy, bo usłyszeli, jak zbiła się ramka. Krzyczęli, próbowali otworzyć drzwi - a nawet wyważyć.
Li: Przyleciałem tu, by Ci wyjaśnić, że na moim pogrzebie będziesz mogła po raz ostatni ujrzeć moje ciało, dotknąć go. Później już mnie nie ujrzysz, ale być może usłysz...
I znowu znikł z mojego pola widzenia. Chłopcy wreszcie się tak przestraszyli, że wzięli nóż i nożem otworzyli drzwi. Gdy weszli do łazienki, ujrzeli stłuczoną ramkę z naszym zdjęciem, a ja leżałam nieprzytomna w wannie. Podbiegli do wanny i zaczęli mnie budzić...
-----------
Jakiś taki dziwny ten rozdział, mi się nie podoba.
>ASK<
>TWITTER<
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz